Smutny wzrok przegranego życia

To nie będzie wesoły materiał o tym, jak to w Azji „cudnie i tanio”. Nie będzie ani o szmaragdowych zatokach, ani o drobnym piasku na plaży, ani  o malowniczych tarasach ryżowych. Będzie o tym, co kryje się za rogiem turystycznego świata. O Azji po zmroku. O tym, czym żyje nocny Singapur lub Bangkok. O tym, do czego doprowadziliśmy także my. Do czego doprowadziła pokusa wiecznego niezaspokojenia. Siedzą przy stoliku we trzy. Pierwsza głaszcze zadbane kosmki włosów. Druga nadal ogląda się w lusterku. Szminką poprawia usta. Trzecia zajęta jest malowaniem paznokci. Nie rozmawiają. Nie w tej chwili. Na to przyjdzie jeszcze pora. Teraz trzeba się wyszykować. Siedzę wystarczająco blisko, aby się im dokładnie przypatrzeć. Długie, kruczoczarne włosy. Przypucowane pudrem twarze. Nęcące bransoletki. Wiotkie szyje i zgrabne sylwetki. Dziewczyny siedzą prawie jednakowo. Każda z obowiązkowo założonymi na siebie nogami. Stopy w zalotnej pozie. Wysoki, przynajmniej kilkucentymetrowy obcas. – Bo się zakochasz! – wytrąca mnie z zapatrzenia Thom, niedawno poznany australijski kolega. To on nas tu przyprowadził. – Faktycznie, przepraszam was… – usprawiedliwiam się, nadal jednak co rusz zerkając w kierunku sąsiedniego stolika. Moi singapurscy znajomi ponownie pogrążają się w dyskusji. Stuk szkła, brzdęk widelców i łyżek o wypełnione azjatyckim jedzeniem talerze. Ulotność atmosfery egzotycznego baru ulicy. Wzrok znów ucieka od stołu. Z toczącej się obok mnie rozmowy słyszę tylko
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze