Mnisi skarb

„Jest też tam słup, albo matka drogiego karbunkułu; tam siedzi król Gregorius, a za nim jego Rada i książęta. Nie trzeba tam żadnego światła w tym cmentarzyku, albowiem królewska korona tak jasna, że wszystko oświeca. Tam będziesz miał drogiego kamienia dosyć, a Panu Bogu podziękuj, że ci dał takie rzeczy widzieć”. Wygląda na smutnego. Jego potężna, acz smukła sylwetka dodaje mu surowego majestatu. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że cały czas jest jakiś taki zimny i posępny. Jakby pokutujący za jakąś karę. Skamieniały, zastygły w zamyśleniu. W delikatnym pochyleniu nad ciemnym stawem. Skąd się wziął? Dlaczego wygląda akurat tak? Co się właściwie wydarzyło? Na tego typu pytania najstarsi górale tylko wygodnie rozsiadają się na swoich drewnianych fotelikach, rozciągając nogi. Już wiedzą, co się szykuje. Oto nadchodzi okazja, aby opowiedzieć ją po raz kolejny. Aby znów zanurzyć się w odmęty tatrzańskiej mitologii. Najlepiej słucha się jej w starej bacówce. Nad żarzącymi się węglikami w piecu, na którym akurat wypiekane są kozie sery. – A widomo – zawieszają głos w gawędziarskiej zadumie. – Krapke miłości, konolek piknej dziywki, rodzinny konflikt… Tak to się z reguły końcy. – Ale mówimy o tym samym? – zapytamy wówczas niepewnie, czy my czasem rozmawiamy o jednym. – No, a łoco pytocie? – A o ten szczyt. O jego historię. – Toć to wom łopowiadam, hej? I rzeczywiście. Tłumacząc na rodzimy język: „wystarczy troszkę miłości, odrobinkę pięknej dziewczyny, rodzinny
     
9%
pozostało do przeczytania: 91%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze