„Welcome to my country!”

Czym jest dziś Belize City? Na pewno największą miejscowością tego maleńkiego kraju. Lecz także chaotycznym skupiskiem jednorodzinnych chałup, z których każda kolejna wydaje się być w jeszcze gorszym stanie od tej mijanej poprzednio. Dziesiątkami mężczyzn przesiadującymi całymi godzinami na miejscowym krawężniku pogrążonymi w jakimś nieludzkim zawieszeniu. Wszędobylskim błotem wydobywającym się spod sporadycznie poukładanych chodnikowych płyt. Wreszcie zaś: belizyjską gangsterką. – Przepraszam… – … – „Przepraszam”, powiedziałem. – … – z drugiej strony nadal cisza. ­– Hey, bro! [w tutejszym slangu: „Hej, bracie!” – tłum. aut.] – wysoki grubszy mężczyzna podnosi wreszcie ochrypły głos. – Hmm? – ospały jegomość w wielkim rastamańskim afro na głowie tylko leniwie odwraca głowę. – Przepuścisz mnie? Zaraz wychodzę. To mój przystanek. – Yeeeep… – chłopak przez chwilę przeczesuje gęste dredy, aby finalnie dotrzeć do schowanych w uszach słuchawek. Dopiero teraz można z nim normalnie porozmawiać. – Wyjść! Rozumiesz? W-y-j-ś-ć! – literuje zdenerwowany mężczyzna. – Slow down… [wyluzuj – tłum. aut.]. – Przepuść mnie, stary, bo zaraz to naprawdę się zdenerwuję! – Spokojnie, meeen [w oryginale powinno być „man”, czyli „człowieku”, jednakowoż, chcąc możliwie najwierniej i najpełniej przedstawić koloryt i rzeczywistość sytuacji, zapisuję odpowiedź fonetycznie, z akcentem, który wśród tutejszych mieszkańców jest naprawdę istotny i mówi o aktualnym stanie ducha wypowiadającego
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze