Święty Ogień znów zstąpi

„Znajduję drogę w ciemności i padam na kolana. […] Niesamowite światło wyłania się z kamienia, na którym był złożony Jezus. Normalnie światło to ma odcień niebieski. Ale kolor może się zmieniać i przybierać różne barwy. Ludzkie słowa tego nie opiszą. To światło unosi się niczym mgła z morza. To wygląda prawie tak, jakby kamień był otoczony jakąś chmurą. Ale to jest światło”. Cud Świętego Ognia co roku gromadzi w jerozolimskiej Bazylice tłumy prawosławnych wiernych. Trudno się dziwić. To chyba jedyny regularnie dokonujący się fizyczny cud współczesnego świata.

Wreszcie jest. Zapanowała na tłumem. Wprowadziła swój porządek. Grobowa cisza – bo o niej mowa – spowiła wszystkich zebranych. Jest przyjemniej. Trochę  spokojniej. Można się wreszcie nieco skupić. Bo co tu wiele ukrywać – do tej pory było to raczej niemożliwe.
Do tego momentu nikt tu bowiem o ciszy nawet nie myślał. Przez większość dnia głosy, krzyki, śpiewy, wezwania. Niczym na tureckim bazarze w godzinie szczytu. Największa bazylika Jerozolimy zalana tłumem rozentuzjazmowanych wiernych, z których większość czeka tu już od kilkunastu godzin. Część nawet od kilkudziesięciu. Są już zmęczeni. Ale trwają. Południowy temperament kilku młodych Greków nie pozwala im usiedzieć w miejscu. Biorą dwóch ze swoich na barana. Gdy obaj są już ponad tłumem, zaczynają skandować. „My chrześcijanie! Byliśmy nimi przez wieki i będziemy nimi na wieki wieków! Amen!” Koledzy szybko podchwytują pieśń. Zaczyna się à la kibicowski śpiew. Pomiędzy głowami powiewa biało-niebieska flaga ich kraju. To tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś miał wątpliwość, skąd pochodzą. Jeden z Greków macha drewnianym krzyżem. Ubrani w białe t-shirty młodzieńcy skaczą, wymachują rękami, wydzierają się. W tej chwili atmosfera bliższa jest raczej tej stadionowej aniżeli nawiązującej do świątynnej medytacji. Pobudzenie, ekstaza, wejście na wyższy poziom frenezji, entuzjazmu. Fotoreporterzy szybko biorą się do roboty....
[pozostało do przeczytania 89% tekstu]
Dostęp do artykułów: