Gdy to nie Droga jest trudnością...

Dodano: 01/09/2015 - Numer 9 (115)/2015

Ta Droga to prawdziwy fenomen. Fenomen, który trwa. Są tacy, którzy wybierają się w nią, aby spotkać samego Boga. Są tacy, którzy chcą wreszcie spotkać na niej samych siebie. Znajdziemy takich, którzy będą mieli intencję rzucenia nałogu. Albo zrzucenia kilku kilogramów. Idą także tacy, którzy liczą na przygodę życia. Na nawiązanie nowych znajomości. Są wierzący, są ateiści. Są młodsi, są starsi. Był porywczy. Ponoć nie lubił dyskutować. Wolał raczej od razu przechodzić do rzeczy. Wpierw walił, a dopiero potem myślał. Nie mógł mówić o szczęściu ten, kto wszedł mu w drogę. Impulsywny, silny, kierujący się emocjami. Trudny człowiek. Wołali na niego „Syn Gromu”. I trudno się dziwić. Lubię go sobie wyobrażać. Pewnie miał brodę. Wtedy przecież większość ją nosiła. Muskularny, potężnie zbudowany chłop. Wyróżniający się z grona pozostałych jedenastu. Być może przewyższający ich nawet o głowę. I jeszcze ten jego braciszek. Też niezłe ziółko. Myślący podobnie. Żeby wpierw zadziałać, dopiero potem się zastanawiać. Impulsywny, działający często pod wpływem emocji. Gdy tylko pewne miasto w Samarii nie chciało przyjąć ich Mistrza, od razu zapragnęli, aby spadł na nie niszczący wszystko piorun. Mamusia dwóch takich gagatków też musiała być niczego sobie. Była żoną Zebedeusza. Wiemy na pewno, że miała tupet. Oraz że bardzo kochała swoich chłopców. Opiszą to potomni, gdy na kartach natchnionej księgi przywołają wydarzenie, gdy w imieniu swoich synków poszła prosić ich
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze