Internacjonalizm

Internacjonalizm uważałem za slogan usprawiedliwiający podboje komunistów. Lecz w politycznych dyskusjach z ZMP-owcami był to jedyny temat, gdzie byłem w defensywie. Czy uważacie za właściwe, że Murzyn nie może studiować na uniwersytecie?, czy uważacie, że silniejszy ma prawo podbić słabszy naród, by zrobić z niego kolonię? – nie znajdowałem na to odpowiedzi. Uważałem, że wszystkie narody powinny być niepodległe, Polacy, Rosjanie, Tatarzy, Kazachowie, Czeczeni czy Ingusze.

Odgryzałem się: napadem na Polskę Trockiego w 1920 r., Stalina w 1939 r., zesłaniem na Sybir kilkunastu narodów. Cytowałem: „sowietskaja włast’ oswobodiła nas od miasa, od chleba, od swobody”. Lecz byłem sfrustrowany, nie potrafiłem rozprawić się z internacjonalizmem. Dopiero w słownikach i encyklopediach wydanych za Gomułki znalazłem wyraźne odróżnienie: „Internacjonalizm – to wynikające z patriotyzmu uznanie równości i prawa do niepodległości wszystkich narodów”. „Za wolność naszą i waszą” było hasłem włoskich patriotów w walce o niepodległość. „Naród nie może być wolny, jeśli uciska inny naród”. To znałem z autopsji, nas „uciskał” ZSRR, a jego narody żyły w niewoli znacznie większej niż my.

Natomiast „internacjonalizm proletariacki” – to jedność w walce z kapitalizmem wszystkich sił antyimperialistycznych, zasada ideologiczna i programowa partii komunistcznych, a także zasada współdziałania państw socjalistycznych.

Trzeba przyznać, komuna świetnie przygotowała się do opanowania Polaków. W praktyce realizowała program Narodowej Demokracji z 1903 r., jednocząc cały naród w jednym zaborze pod berłem cara, tym razem czerwonego.

A także program z 1918 r., tworząc państwo jednolicie etniczne, pozbywając się wielonarodowych kresów, powiększając dostęp do morza i w drodze migracji ludności ujednolicając język. A to wszystko pod propagandową osłoną haseł patriotycznych i lewicowych. Trudno było kwestionować likwidację analfabetyzmu, elektryfikację wsi, a...
[pozostało do przeczytania 58% tekstu]
Dostęp do artykułów: