Kryzys politycznej magii

Poprzednie miesięczniki

A teraz o naszej inteligencji. Za kryterium przynależności przyjęło się brać wykształcenie. Doktor, a jeszcze bardziej – profesor, to z definicji musi być inteligent, który z racji tytułów ma prawo mądrzyć się na każdy temat i jest traktowany jak autorytet. Czyli jak szaman w społeczeństwach przedpolitycznych. Te autorytety pochodzą jednak z PRL. W czasach Władysława Gomułki obrony prac doktorskich były obowiązkowo ogłaszane w prasie. Wtedy zacząłem kolekcjonować co smakowitsze. Za Gierka, wobec gigantycznej produkcji doktorów nauk, zniesiono ten obowiązek i obwieszczenia o doktoratach publikował tylko wewnętrzny biuletyn Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego. Poufny, ale ja go dostawałem od zaprzyjaźnionego rektora. Mam piękną kolekcję tytułów doktoratów polsko-ludowych i kilka przytoczę, żeby czytelnicy mogli sobie wyrobić zdanie o poziomie utytułowanej naukowo inteligencji. „Badania cytometryczne żołnierzy z moczeniem nocnym”, „Badania nad oceną poprawności wykonania własnych ruchów tanecznych”, „Brodawki językowe u naczelnych”, „Ciała obce w przełyku w materiale szpitala więziennego”, „Czasowa wydajność ogierów państwowych”, „Czynnik organizacyjny jako źródło wypadków w hutnictwie żelaza i stali”, „Czynniki warunkujące przyrost sprawności narciarskiej”, „Dochodzenie rozbojów”, „Dynamika  kosiarek w aspekcie metodyki badań”, „Fizyko-chemiczne i smakowo-zapachowe cechy serów poddanych działaniu prądu stałego”, „Formy gry w palanta na obszarze Polski”, „Koneksje wyższych rzędów
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.panstwo.net

W tym numerze