Stolica do Biskupina

Poprzednie miesięczniki

Warszawa pozbawiona stołeczności mogłaby stać się miastem pełnym uroku. Człowiek mógłby sobie po niej spacerować bez stresu i bez obawy, że natknie się niespodziewanie na któregoś posła Samoobrony. Bez strachu, że gnany głodem wchodzi do dobrej restauracji na Starówce, a tam przy jednym stoliku konwektyl partyjny demokratów radzi, jak przejąć władzę. Mógłby pójść na kawę (z koniakiem) nie narażony na to, że zetknie się z Nową Lewicą in corpore, którą Maria Szyszkowska zaprosiła na roztrzepaniec. Albo poszedłby na cichą, wieczorną modlitwę do kościoła bez lęku, że przed głównym ołtarzem krzyżem leży Roman Giertych i z radiem tranzystorowym przy uchu, nastawionym na Radio Maryja, zanosi do Tronu Bożego błagania, żeby sklepy w niedzielę były zamknięte i żeby maturę można było kupić tylko w dzień powszedni. W stolicy czyha wiele niebezpieczeństw. Stoi się w korku, a tu nagle wyją syreny, migają błękitne światła, samochody spychane są do rowu, a jeśli nawet w centrum nie ma rowów, to na chodniki, skąd piesi uciekają po rynnach na ściany. To nie policja pędzi na miejsce zbrodni, to nie karetka reanimacyjna spieszy na pomoc umierającemu, tylko któryś z dygnitarzy udaje się do domu na kolację i musi się spieszyć, bo żona nie uznaje spóźnień, a poza tym jajka stygną. Nieszczęściem stołeczności jest zalęganie się w metropolii elit. W dawnych, koszmarnych czasach sanacji, a i wcześniejszych, elity wyłaniały się ze społeczeństwa same, w naturalnym procesie selekcji. Były to elity
     
31%
pozostało do przeczytania: 69%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze