Planowanie Gospodarcze na Podhalu

– Proponuję – rzekł Janosik – żebyśmy murgrabiemu zabrali skrzynię złota, Orawianom trzy stada owiec, na Spiszu zrabujemy wołów dwa tuziny, z karczmy w Piekielniku dwie kufy gorzałki, z kościoła w Chochołowie skarbonkę, a bacom na halach trochę oscypków i konwie rzętycy. Hej.

– Hej – odpowiedzieli zbójnicy, aż echo się poniosło po jaskini. A potem wszyscy milczeli chwilkę, znów wypili po małym i dumali nad projektem herszta.

– Coś mi się widzi – powiedział wreszcie zbójnik Pyzdra – że my całkiem na odwyrtkę te plany ustalamy. Temu weźmiemy tyle, tamtemu tyle, to mi się całkiem nie podoba.

– Ty, Pyzdra, nie mędrkuj – odchrząknął zbójca Kwiczoł – jeno mów, o co ci chodzi, a rozumnie. Bo jak nie, to ciupagom.

– Kiedy mnie się właśnie o ciupagę rozchodzi – odpowiedział Pyzdra. – Moja ciupaga stara, wyszczerbiona na łbach hajduków, z drewna drzazgi wyłażą, jedna mi się w palec wraziła. Nową ciupagę chcę mieć, a tu nasz harnaś syćko akuratnie wyliczył, ile to komu weźmiemy, ale ja nie wiem, czy mi z tego na nową ciupagę starczy.

Znów pomilczeli zbójnicy chwilę malućkom, znów wypili i Kwiczoł w te słowa się odezwał:

– Po mojemu, Pyzdra ma rację. Wziąć każdemu, ile tam sobie zaplanujemy, można, ale jak wiedzieć, czy to, co weźmiemy, na wszystko starczy, co nam potrzeba? Od innej strony liczyć trzeba. Bo to Pyzdra może jeszcze swoją starą ciupagą machać, ale moje portki cyfrowane już do niczego. Cyfry się wytarły, dziurami tyłek na świat Boży wyłazi, aż się sromam do kogo tyłem obrócić, a jak je postawić w kącie, tak stoją, ani drgną. Nowych portek mi potrzeba, to tyle musimy zrabować, żeby wystarczyło.

I teraz zaczęli się już zbójnicy przekrzykiwać jeden przez drugiego, bo każdy miał jakoweś pilne potrzeby. A to guńkę nową, a to kierpce, tamten znów baranicę, koszulę jedwabną z bufami, kapelusz z piórkiem, korale dla Maryśki albo chustę dla Zośki.
Zobaczył Janosik, że na nic jego...
[pozostało do przeczytania 37% tekstu]
Dostęp do artykułów: