Divide et impera

Poprzednie miesięczniki

Tak separatyzm przejawiał się w Afryce, Azji oraz Ameryce Południowej. Natomiast w okolicach ZSRR wyglądał nieco inaczej. W latach 20., za pomocą „piątej kolumny” utworzonej wśród rosyjskich obywateli o poglądach komunistycznych, ogłaszano państewka, na pomoc którym Kreml delegował militarne siły proletariackie, solidarne z dążeniami innych gnębionych robotników i chłopów. Tam, gdzie Rosjan-komunistów nie było, Stalin wymyślił inny skuteczny podział. Granice między państwami tak podzielono, że w przyszłości konflikty terytorialne były w zasadzie nie do uniknięcia. Niektóre ukraińskie wioski odeszły do Rumunii, inne znajdowały się na terenach Mołdawii, Węgier, Słowacji. Ukrainie był oddany Krym. Stamtąd pociągami wywożono Tatarów i Ukraińców, a przywożono Rosjan. Przyczyniając się do „rozwoju” kultury ukraińskiej, „dbając” o dobro Ukraińców i Ukrainy w składzie ZSRR, często wspominało się słowa „niby-Chmielnickiego”, że „Ukraina jest tam, gdzie rozmawia się w języku ukraińskim, czyli aż po Wisłę”. Gdyby Ukraina dziś była na miejscu Białorusi, bez wątpienia moskiewscy politycy rościliby sobie pretensje terytorialne odnośnie do Polski. Sytuację dobrze ilustrują konflikty: ormiańsko-azerbejdżański, gruzińsko-abchaski, gruzińsko-osetyjski i mołdawsko-przydniestrowski. Nie wiadomo, po czyjej stronie leży prawda. Jednak największą rację ma Kreml – ponieważ wszędzie mieszkają Rosjanie, świętym obowiązkiem państwa jest obrona ich praw.Nowożytny separatyzm we wschodniej
     
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze