Ekoszaleństwo

24 września 2007 r. na sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ Václav Klaus mówił m.in.: „Politycy powinni dbać o to, aby koszty proponowanych przez nich działań nie były większe od efektów. [...] Muszą tak postępować również wtedy, gdy jest to niepopularne lub niezgodne z modą i polityczną poprawnością. [...] Skutki przyjęcia hipotezy o zmianach klimatycznych jako zagrożeniu realnym, powszechnym, aktualnym i spowodowanym przez działalność człowieka byłyby tak brzemienne, że powinniśmy zastanowić się dwa razy, zanim podejmiemy jakiekolwiek dalekosiężne decyzje. Obawiam się, że tak się jednak nie dzieje. [...]

Również ci politycy, którzy wierzą w istnienie powszechnego globalnego ocieplenia – ja do nich nie należę – a zwłaszcza ci, którzy wierzą, że jest ono skutkiem działań człowieka, są podzieleni: niektórzy z nich chcą kontrolować i ograniczać globalne zmiany klimatyczne (i są gotowi wydawać na to ogromne środki finansowe), inni zaś stawiają na naturalne zdolności adaptacyjne człowieka, na modernizację i postęp techniczny, przede wszystkim na błogosławione skutki przyszłego wzrostu bogactwa i dobrobytu [...] Ten drugi wariant jest wprawdzie mniej efektowny i pozornie mniej ambitny, ale obiecuje o wiele więcej niż ten pierwszy”.

Sesja była poświęcona zmianom klimatycznym, a mowę Klausa można nazwać śmiałym, odosobnionym głosem protestu przeciw „globalnej mobilizacji przeciw klimatowi” (za możliwość dokładnego cytowania prezydenta pragnę podziękować
p. Bolesławowi Banaszkiewiczowi).

Był to głos zdrowego rozsądku, wiary w pomysłowość i kreatywność człowieka. Tym bardziej sensowny, że mowa o zagrożeniach, jakie mogą wystąpić (lub nie) w 2050 r. lub jeszcze później. Był to też dzisiaj oczywiście głos na puszczy.

Tak zwana walka z globalnym ociepleniem przekształciła się w nową świecką religię. Fundamentalistyczną. Histeryczną. W krucjatę, opartą na apokaliptycznych, rzekomo niepodważalnych wizjach. W mesjanistyczną misję,...
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: