POGŁĘBIANIE INTEGRACJI

Ale doprawdy ogarnia mnie złość, gdy czytam coś takiego: „Coraz ostrzejsze ataki na Unię Europejską rodzą pytanie o prawdziwe intencje prawicy. To jeszcze element zwykłej politycznej szarpaniny? Czy też w prawicowej świadomości […] budzi się realne szaleństwo?” (Robert Krasowski, „Polityka”). A więc wyrażenie jakiejkolwiek krytyki UE to szaleństwo i obłąkanie.

Wiadomo nawet czemu. W „Rzeczpospolitej” naukowiec Andrzej Koźmiński stwierdza: „Europa [bez cudzysłowu, bo nasz kontynent, to po prostu UE] jest przedsięwzięciem politycznym”. I dalej, szczerze i trafnie: „Unia Europejska była od początkiem projektem elit i takim do dziś pozostała. Elity muszą więc przeprowadzić zmianę, a następnie przekonać do niej społeczeństwa”. Kluczowe są tu słowa „a następnie”.

„Elity” zadekretują zasadnicze „zmiany”, a następnie zmuszą do ich uznania społeczeństwa. Wydawać by się mogło, że kolejność powinna być przeciwna. Ale – nie. „Zmiany” muszą być dokonywane metodą „z góry – w dół”. To przykład słynnej demokratyczności Unii. Dodam, że wspomniane „elity” są w przeważającej mierze podobne do obecnych naszych. Nie mówiąc już o samych eurokratach.

Opinia publiczna ma więc całkowicie drugorzędne znaczenie. To poddani. Ich zdanie może być nawet niebezpieczne: „Jaka może być emocjonalna reakcja społeczeństwa Europy na tę wielką zmianę? Można się obawiać festiwalu populizmu, demagogii i negatywnych emocji”. Co w powyższej recytacji pogardy dla zdania zwykłych ludzi robi termin „populizm”? Kto ma określać, co jest, a co nie jest populizmem? Na jakiej zasadzie? Dlaczego ma chodzić wyłącznie o „emocje”? Czy tylko „elity” są w stanie myśleć rozsądnie?

Bo jeśli chodzi o demagogię, to autorów podobnych wypisów nikt nie przebije. Społeczeństwa Europy „mogą zagrozić temu, co racjonalnie uzasadnione, a nawet konieczne i nieuniknione”. O tym,, co „racjonalne” a co nie, decydują zaś bezapelacyjnie owe elity. Cała nadzieja w ich „intelektualnej,...
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: