WALKA O WOLNOŚĆ I SUWERENNOŚĆ

Dzisiejsze próby debat, kwestie tzw. federacji europejskiej, obrona państw narodowych i ich uprawnień, troska o suwerenność – to żadne novum. A ta obrona, tak dziś aktualna, na pewno nie jest jakąś polską aberracją.

Obserwując to, co się dzieje, warto przypomnieć historyczną postać Margaret Thatcher. Owszem, Wielka Brytania ma swą specyfikę. Tak, M. Thatcher walczyła, jak powinna, jak było jej obowiązkiem, o brytyjskie interesy. Ale bynajmniej nie tylko.

Chodziło jej o kształt, o cele Unii, o działanie eurokratów, o przyszłość Europy. O wszystkim tym mówiła bez ogródek, z wielką odwagą. Przestrzegała. I, co widać coraz wyraźniej, miała rację.

Nie sposób przy tym oskarżać ją o jakąś ksenofobię czy izolacjonistyczny nacjonalizm. Bo długo była euroentuzjastką (powołując się m.in. na wizje Churchilla). W 1986 r. to ona właśnie była inicjatorką tzw. Single European Act. Wprowadzał autentyczny europejski rynek, pozbawiony barier i przeszkód. W którym dobra, usługi, ludzie i kapitał mogły poruszać się swobodnie. Była przekonana, że taki jest cel i zadanie Wspólnoty. Zgodny z jej wolnorynkowym, wolnościowym credo.

Dość szybko przekonała się, że „Bruksela” i federalistyczni politycy mają inne cele. A organizacje „europejskie” stale, czasem chyłkiem, poszerzają swe uprawnienia. Starała się temu kierunkowi, tej agendzie przeciwstawiać, na ile mogła, dla dobra bynajmniej nie tylko swego kraju.

Mam nieco nietypowe spojrzenie na obecny niewątpliwie poważny kryzys. Mimo że można argumentować, iż jest on czymś zupełnie specjalnym, zwłaszcza w realiach globalizacji. Pamiętam jednak szczere stwierdzenie byłego doradcy Obamy (który stara się upodobnić Amerykę do Europy): „taki piękny kryzys trzeba wykorzystać”. To znaczy pod jego „przykrywką” umocnić i rozszerzyć władzę centralną, zrealizować, ile można z pakietu lewicowej ideologii. Łatwo to można wytłumaczyć „kryzysem”, którym wszyscy są zajęci.
Jestem zdania, że...
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: