Ja, konserwatyzm, świat

O upadku tradycyjnych wartości

W Polsce nadal dominują problemy związane z dziedzictwem pozostawionym przez 45 lat komunizmu. Dominują słusznie, bo z tzw. postkomunizmu musimy się wydostać. Ale Polska nie znajduje się w próżni i jest – jak cała nasza cywilizacja – uwikłana w co najmniej dwie batalie o globalnym zasięgu, o podstawowym znaczeniu dla jej przyszłości.

Pierwsza ma formę oporu stawianego jeszcze (na szczęście) zakusom budowniczych nowej utopii politycznej, którzy choć poczynili już wiele szkód, niestrudzenie dążą do ich zmaksymalizowania. Czują się oni w obowiązku „wyzwolić” już nie proletariat, ale zgoła wszystkich, wszędzie. Obalić tradycyjny porządek z jego elementarnymi normami i stworzyć tym razem już absolutnie idealny świat.

Batalia druga to wstępne potyczki w obronnej bitwie cywilizacyjnej z agresywnym, zaborczym islamem.
Ja, konserwatyzm, świat; Loża Oldboya, NGP 1/2006

Wielka szkoda, że „nie wróciliśmy” do Zachodu znacznie wcześniej, powiedzmy około 1958 r. Wtedy w Polsce żywotne było jeszcze pokolenie II wojny światowej. Propagatorzy tradycji KPP, piewcy wyważonego stosunku do komunizmu odpuszczający mu wszystko, intelektualiści nasiąknięci peerelem nie mieliby tak łatwo.

A Zachód był normalny – pielęgnował swe tradycje, nie pławił się w masochizmie. [...] Nastąpiła jednak jakobińska kontrkulturowa rewolta lat 60. i 70. dążąca do wywrócenia naszego świata.

Po pewnym czasie udało się – nastała polityczna poprawność, czyli kneblowanie inaczej myślących, skrajna nietolerancja przebrana w szaty tolerancji. Wymyślanie coraz to nowych „praw” dla pragnących przekształcić naszą rzeczywistość. Aż po gorset lewicowo-liberalnej ortodoksji, w który, w trakcie integracji kontynentu, chce się dziś wtłoczyć całą Europę. Nowa, fundamentalistyczna religia, tzw. świecki humanizm czy też sekularyzm, ma zastąpić pustkę duchową, bez wypełnienia której człowiek żyć nie...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: