Sam na sam z mamą

Syn uczy się na przykładach

Obecnie nie ulega wątpliwości, że bardzo wielu zachowań uczymy się przez modelowanie, przez naśladownictwo. Zdolność uczenia się na podstawie obserwacji, a nie tylko przez działanie, jest niezmiernie użyteczna. Mocno skraca czas uczenia się. Nie musimy przechodzić przez męczący, a czasami i niebezpieczny, proces samodzielnych prób i błędów, możemy skorzystać z cudzych sukcesów i pomyłek. Docierające tą drogą informacje są łatwostrawne, w odróżnieniu od wiadomości uzyskiwanych w osobistym doświadczeniu, nie wymagają żmudnych obróbek myślowych. To ktoś wykonał za nas całą pracę, wyselekcjonował informacje z otoczenia i przetworzył w sensowne zachowanie, czyli pomyślał. Do nas docierają one już w gotowej postaci. Jak zażartował sobie słynny komik, Harpo Marx, zwracając się do nauczycielki swojego syna: „Gdy mały coś przeskrobie, proszę zbić chłopca siedzącego obok, syn uczy się na przykładach”.

Korzystanie z cudzego doświadczenia ma swoje zalety i wady. Głównym plusem jest to, że pomnaża znacząco nasz zasób wiadomości o świecie i ludziach. Wykorzystując bogactwo intelektualne innych, wykraczamy poza nasze skromne poznanie. A przy okazji, rozszerzając nasz obraz rzeczywistości, równocześnie uczestniczymy w powstawaniu obrazu wspólnego. Wspólnego dla wszystkich, którzy należą do jednego kręgu kulturowego. Ten wspólny obraz świata odgrywa ogromną rolę w układaniu harmonijnego współżycia ludzi: ułatwia współdziałanie, skuteczną wymianę myśli, umożliwia przetwarzanie napływających szczegółowych informacji według jednolitego, wspólnego kontekstu. I wszystko robi się proste.

Ujemną stroną takiego społecznego uczenia się jest „efekt walca”, skuteczne modelowanie jest źródłem stereotypów, niszczy różnorodność poglądów, spłaszcza je do jednego wymiaru. Czasami przybiera wręcz charakter indoktrynacji. Indoktrynowanie polega na wpajaniu człowiekowi na drodze wielokrotnego powtarzania wiadomości,...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: