Miłosierne temidy

Poprzednie miesięczniki

Ząb za ząb W zamierzchłych czasach zdarzenia, jak: kradzież, rabunek, pobicie czy nawet zabójstwo, w których osoba ponosiła uszczerbek na zdrowiu lub mieniu, traktowano jako rodzaj konfliktu międzyludzkiego. Obowiązujące prawo określało tylko, w jaki sposób konflikt ten miał być rozwiązany. Karę, czyli godziwą odpłatę przestępcy, wymierzał sam pokrzywdzony lub jego najbliżsi na zasadzie wymiany. Na przykład starożytny Kodeks Hammurabiego stanowił, że jeżeli ktoś komuś wybił zęby, to sprawcę spotka taka sama kara. Państwo nie miało nic do tego, nie było stroną w sporze. Ale władza nad ludźmi jest równie pożądanym dobrem, jak pieniądze i rządzący dążyli do objęcia kontrolą także tej sfery życia społecznego. Jeszcze we wczesnym średniowieczu sądy miały charakter arbitrażu, książę lub pan feudalny tylko pośredniczyli w załatwianiu sporów i łagodzeniu konfliktów między poddanymi. Z czasem władza publiczna zaczęła za to pośrednictwo pobierać opłaty, a dodatkowo wymierzać sprawcy, na swoją rzecz, rodzaj nawiązki, coś, co znane jest współcześnie jako grzywna. A potem było już tylko gorzej. Wraz ze wzrostem siły i centralizacji władzy państwo przestało być arbitrem, zaczęło zastępować ofiarę w konflikcie. Przyjęto koncepcję, że każda szkoda wyrządzona członkowi społeczności jest zamachem na ład społeczny, a tym samym na państwo. Katalog czynów, których popełnienie uważane było za skierowane przeciwko dobru publicznemu, był nieustannie rozszerzany, aż państwo samo
     
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze