Katolickie albo żadne

Starożytne mity i średniowieczne sakralizacje

W rzeczywistości pewna część tzw. liberałów to po prostu moderniści, którzy sądzą, że religia chrześcijańska była tylko jedną z wielu dróg poszukiwań ducha ludzkiego i że na naszych oczach droga ta kończy swoją misję, po wydaniu swego najważniejszego owocu: ideologii praw człowieka. Moderniści uważają, że desakralizacja i sekularyzacja to konieczne składniki tego procesu, który pozwoli chrześcijaństwu porzucić ostatecznie niepotrzebną skorupę starożytnych mitów i średniowiecznych sakralizacji i umożliwi mu stanie się nareszcie duszą świeckiej nowoczesności. Mówiąc krótko, moderniści mają nadzieję, że chrześcijaństwo albo stanie się czymś zupełnie innym, niż było do tej pory, albo w ogóle zaniknie, pozostając obecne jedynie w swym przekształconym dziedzictwie moralnym (trochę tak jak kultury starożytnej Grecji).

Modernizm możemy potraktować jako skrajną postać liberalizmu – a jednak większość liberałów może nie mieć nic wspólnego z nadzieją na taką pogodną samolikwidację chrześcijaństwa. Raczej sądzą, że dla dobra wszystkich – religii i świata –chrześcijaństwo powinno stać się rzeczywistością czysto duchową, stroniącą od wpływu na instytucje (zwłaszcza polityczne), a minimalizującą także swe własne instytucje kościelne. Przynajmniej w punkcie wyjścia nie oznacza to zanegowania nadprzyrodzonego, sakralnego wymiaru wiary – wręcz przeciwnie, liberałowie myślą, że to właśnie z jego powodu nie wolno mieszać „Boskiego” i „cesarskiego”. Chcieliby „wolnego Kościoła w wolnym państwie”, mocno rozdzielając „duszę” i „ciało”.

Ponieważ jednak także liberałowie kościelni mają zakodowaną tęsknotę do „ograniczonego rządu”, ich następnym krokiem jest wymaganie deregulacji w dziedzinie dogmatu, moralności, liturgii. Krok po kroku ich chrześcijaństwo staje się coraz mniej uchwytne, coraz dalsze od konkretów i pewników.

Kompromisy i rządy Boga

...
[pozostało do przeczytania 78% tekstu]
Dostęp do artykułów: