Co wolno...

Poprzednie miesięczniki

Teraz możemy już wrócić do pana Wajdy, który (jako autorytet moralny klasy ekstra) publicznie wsparł korporację prawniczą (sądowniczą) w jej konflikcie z pisowskimi faszystami. Przeciwnicy antyfaszystów bezzwłocznie zapytali: czy aby nie był to wyraz wdzięczności panawajdowej za to, że swego czasu aparat prokuratorski i sądowniczy poniechał swych elementarnych obowiązków wobec pełnoletniej córeczki reżysera? Bo istotnie poniechał, wsadził pod korzec vel zamiótł pod dywan sprawę mordu i radykalnie wyciszono aferę lepką od krwi zamordowanego. Pytanie: czy tak z dobrego serca, z wdzięczności za salonową wysługę lat, bez żadnych wpływowych telefonów, rozkazujących szeptów, odgórnych dyspozycji? Pisałem wtedy, zeźlony tym deptaniem prawa: „Gdy wina i kara ulegają gangrenie relatywizacji –– zgangrenowana zostaje praworządność, a zatem i rzecz fundamentalna: sprawiedliwość. Polska od sześćdziesięciu lat należy do tych paskudnych krajów, w których istnieje prawo, ale nie istnieje sprawiedliwość. Kiedy wokół trupa (wokół człowieka zabitego nożem) zostaje umyte dla zatarcia śladów dosłownie wszystko, a Wajdówna, właścicielka dworku gdzie się to przy niej lub dzięki niej stało, nie zostaje objęta dochodzeniem śledczo–prokuratorskim, bo jest córką najsławniejszego polskiego reżysera –– to równa się pluciu przez władze na elementarną sprawiedliwość! To mówienie: prawo obowiązuje tylko maluczkich i frajerów, a szychy są ponad prawem” („Stulecie kłamców”, 2000). Dawniej mówiono: „Małe
     
41%
pozostało do przeczytania: 59%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze