W cieniu rozkwitających głupot...

Poprzednie miesięczniki

Gdy już wspomniałem o świetnym expose –– przywołajmy krytyków tego wystąpienia. Puścili bąka jak się patrzy! Czyż przez czterdzieści pięć lat PRL–u nie szydzono, że pierwsi sekretarze dukają z kartek, bo z głowiny nie daliby rady? Czyż w III RP nie kpiono, że Miller, Cimoszewicz, Oleksy, Pawlak e tutti quanti to nędzni lektorzy, co bez karteluszków i teleprompterów nie miauknęliby jednego sensownego słowa jako prezesi rady ministrów? Owe ściągawki służyły za potoczny dowód półinteligenctwa. A kiedy zjawił się autentyczny mąż stanu, który prawie półtorej godziny gadał pięknie bez kartek – mandaryni SLD i PO rzucili się nań z pretensjami, że nie czytał wypracowania przygotowanego wcześniej przez siebie lub przez „murzynów”. Trzeba, doprawdy, nie mieć poczucia wstydu, panowie, by tak się wygłupiać, plotąc androny rodakom. Plecenie andronów weszło też w krew Januszowi Korwin–Mikkemu, dawno do cna zgranemu, lecz wciąż publicznie aktywnemu politykowi (szefowi neoendeckiego tygodnika „Najwyższy Czas!”). Ten uwziął się na marszałka Piłsudskiego – i coraz to wymyśla jakiś kolejny bzdurny pejcz, żeby po endecku obić „Dziadkowi” czerwony antyendecki buziak. Nazywanie Komendanta czerwońcem (czyli sugerowanie prokomunizmu via prosocjalizm) zużyło się już, więc pan Mikke wymyślił agenturalność proniemiecką, perorując, że musiał być Piłsudski całe życie tajnym współpracownikiem Szkopów, bo przecież nigdy na nich nie nastawał. Kalectwo erudycyjne sprawiło, że lustrator Piłsudskiego nie
     
33%
pozostało do przeczytania: 67%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze