Szara twarz eutanazji

Poprzednie miesięczniki

Bierna eutanazja Obok tych ewidentnych zjawisk w Polsce, tak jak wszędzie na świecie, istnieje zjawisko bliższe eutanazji, ale niejasne, dwuznaczne, z którego mało kto zdaje sobie sprawę. Jest to tzw. eutanazja bierna. Profesor Jacek Hołówka twierdzi dla „Rzeczpospolitej”, że do takiego aktu dochodzi za każdym razem, gdy lekarz podejmuje decyzję o odłączeniu pacjenta od aparatury lub o zaprzestaniu reanimacji. Wspomina też pierwszego człowieka, któremu po wszczepieniu sztucznego serca wręczono kluczyk niezbędny do tego, by pacjent mógł w każdej chwili zatrzymać urządzenie. Istnieje praktyka medyczna niepodejmowania reanimacji w sytuacjach beznadziejnych lub odłączenia aparatury w przypadkach, gdy nastąpiła śmierć mózgu. W takiej sytuacji chodzi o to, że działanie aparatury nie może prowadzić do poprawy stanu chorego i jest przedłużaniem agonii. Niepodjęcie działań nie jest w takich wypadkach uważane za eutanazję. Lekarz nie podejmuje żadnych działań, by pozbawić pacjenta życia, człowiek ten umiera sam. Rzecz w tym, że można by to odsunąć trochę w czasie. Tylko po co? Papież Jan Paweł II w 1995 r. w encyklice „Ewangelia życia”, potępiając eutanazję czynną, wyraźnie oddzielił ją od rezygnacji z „uporczywej terapii”, do której należałyby zabiegi medyczne już zbyt uciążliwe dla chorego lub jego rodziny, nieprzynoszące żadnych efektów. Taki akt, czasem nazywany eutanazją bierną, rzadko budzi wątpliwości moralne. Jednak nie zawsze – wystarczy wspomnieć przypadek
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze