Lustracja

Poprzednie miesięczniki

Papiery listopadowe Propetersburski aparat represji Królestwa Kongresowego był równie bandycki jak promoskiewski aparat represji PRL-u. „Policje jawne, tajne i dwupłciowe” solidnie trzymały społeczeństwo za twarz. Kiedy więc Bunt Listopadowy (1830) przegnał Moskali z Warszawy i stolica odzyskała wolność – społeczeństwo wyraziło chęć rozliczenia kapusiów, których zwano wówczas „szpiegami” (dzisiaj zwie się ich „tajnymi współpracownikami”). W tym celu zwieziono do Ratusza (potem do gmachu Banku Polskiego) wszystkie archiwa wszystkich policyjnych służb, a Rząd Tymczasowy powołał Komitet Rozpoznawczy (ówczesny IPN) dla przebadania tych papierów. Na czele Komitetu stanął nieposzlakowany patriota, głośny pisarz, historyk i polityk, Julian Ursyn Niemcewicz. Wertowanie policyjnych sekretów i społecznych brudów przez Komitet przyniosło różne szokujące sensacje. „Umoczony” został sam Maurycy Mochnacki, lider Towarzystwa Patriotycznego, antycarski radykał, człowiek z pozoru „bez skazy ni zmazy”: jego wrogowie opublikowali „memoriał więzienny”, który Mochnacki pichcił sześć lat przed powstaniem, siedząc w „pierdlu”. Wyparł się tam całkowicie idei niepodległościowej, i nawet radził caratowi jakimi metodami oduczać młodych Polaków działania czy choćby marzenia prowolnościowego. Za tę wazelinę Rosjanie zwrócili rewolucjoniście wolność (jego wyrok został anulowany). Takim sensacjom towarzyszyły rozliczne komitetowe skandale (m.in. zdumiewający wyciek części dokumentów).
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze