Czy czeka nas schizma?

Nie ma wątpliwości, że Kościół katolicki zmienia się błyskawicznie. Część analityków określa te zmiany mianem „nowej reformacji”. Czy zakończy się ona tak jak pierwsza reformacja – schizmą, a potem herezją? Nikt, nawet sam papież Franciszek, nie wyklucza takiej możliwości.

Idą zmiany i nikt już tego nie ukrywa. Synod poświęcony Amazonii, choć dotyczy miejsca i Kościoła – nazwijmy go delikatnie – niszowego z punktu widzenia nawet demografii katolickiej, może się stać prawdziwą rewolucją. I coraz mocniej mówią o tym jego architekci, a także ci, którzy przed skutkami (ich zdaniem zgubnymi synodu) nieustannie przestrzegają. Z jednej strony mamy zapewnienia, że nic już nie będzie takie samo, że Kościół wkroczy na drogę głębokiej reformy, inni przypominają, że reforma ta może oznaczać zagubienie, porzucenie tego, co od zawsze o katolickości decydowało. I obie strony mogą mieć rację.

Synod z dalekich stron i jego znaczenie
Dlaczego akurat synod poświęcony Amazonii ma przynieść takie skutki? Odpowiedź jest prosta. Jego architekci wpisali bowiem w niego cały zestaw tematów, które, choć mają dotyczyć tylko jednego regionu, to jeśli zostaną tam wprowadzone, zmienią cały Kościół. Chodzi przede wszystkim o ograniczenie reguły kapłańskiego celibatu (co wprawdzie nie jest kwestią doktrynalną, lecz wpłynie na postrzeganie duchowieństwa), głęboką inkulturację Ewangelii (sprawiającą – według choćby kard. Roberta Saraha – wrażenie, jakby chciano porzucić wiarę w jedynozbawczy charakter Ofiary Jezusa Chrystusa), decentralizację Kościoła, a także liberalizację części wymogów moralnych Kościoła. Jeśli dodać do tego sygnały dotyczące możliwego wprowadzenia jakiejś formy posługi liturgicznej kobiet i zwiększenie ich roli, to okaże się, że ten jeden synod może głęboko przeorać Kościół. I niech nie zwodzi nas opinia, że dotyczyć to będzie tylko jednego miejsca. Jeśli celibat zostanie zniesiony w Amazonii, a święcenia diakonatu...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: