TRYBUNAŁ ABSURDÓW

Zainteresowało mnie to zjawisko, więc zażądałem w trybie dostępu do informacji publicznej udostępnienia zarządzeń prezesa Trybunału Konstytucyjnego o wyznaczeniu sędziego do rozpoznania mojej skargi. Nie wiedziałem wówczas, kto tę sprawę prowadził. Chciałem poznać nazwisko osoby, która przez dwa lata nie była w stanie zrobić tego, co inny sędzia zrobił w rozsądnym terminie. Otrzymałem wówczas z TK wszystkie dane, o które wystąpiłem. Jednak, gdy zacząłem badać inne sprawy, w których skargi leżały wiele miesięcy i lat w fazie wstępnego rozpoznania, otrzymałem z sekretariatu Trybunału Konstytucyjnego pismo, z którego dowiedziałem się, że przepisy o dostępie do informacji publicznej Trybunału nie dotyczą.A nie dotyczą? Oczywiście, że dotyczą. Ani Trybunał, ani jego prezes nie są na tyle ekskluzywni, aby byli wyłączeni z obowiązku udostępniania informacji. Dlatego nie poddałem się i wniosłem skargę na bezczynność prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Nieudzielenie mi informacji łamało bowiem prawa zagwarantowane każdemu w konstytucji.Dobrze rozumiem? Trybunał Konstytucyjny łamał prawo wynikające wprost z konstytucji?  Dokładnie. Gdyby tak nie było, Wojewódzki Sąd Administracyjny 12 lipca nie uznałby mojej skargi za uzasadnioną. Sąd stwierdził bezczynność i zobowiązał prezesa Trybunału Konstytucyjnego do załatwienia mojego wniosku o udostępnienie informacji. Dziwi mnie tylko, dlaczego musiało do takiej rozprawy w ogóle dojść. Przecież obecny prezes
     
20%
pozostało do przeczytania: 80%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze