Jak komuna uchroniła nas przed lewactwem

W przyrodzie czasem bywa tak, że jedna choroba wstrzymuje rozwój drugiej. Podobne mechanizmy znane są też w kulturze i polityce. Rak poprawności politycznej, tolerancjonizmu i relatywizmu powoli zaczyna wżerać się w naszą kulturę. Dzieje się to jednak o wiele później niż w Europie Zachodniej. Czy jednym z mechanizmów blokującym rozwój tej choroby był w Polsce komunizm?

Tęczowe flagi, wieszaki, czarne parasolki. Wymalowane nagie piersi ochoczo prezentowane na manifach, mężczyźni w szpilkach i perukach posyłający buziaczki przechodniom, rozwrzeszczane kobiety obnażające własne waginy. To obrazki, do których powoli przyzwyczajamy się w Polsce. U nas stanowią nadal symbol marginesu społeczno-kulturowego i budzą spore emocje. W Europie Zachodniej przez ostatnie pół wieku wrosły w rdzeń kulturowy i nikogo już nie dziwią. Tworzą klimat obyczajowości, która kształtowała się na glebie buntu roku ‘68. W oparciu o teorie Herberta Marcuse’a, Theodora Adorno, Jean-Paula Sartre’a, Michela Faucaulta, Antonio Gramsci’ego czy Jürgena Habermasa. W klimacie new age, wolności seksualnej i prowokacji kontrkulturowej. W nienawiści do kultury drobnomieszczańskiej i wartości reprezentowanych przez klasę średnią. Do Polski „zdobycze” rewolucji kulturowej ‘68 wkraczają dopiero od kilkunastu lat. W czasach gdy wahadło wartości w obszarze cywilizacji zachodniej zaczyna przechylać się w prawą stronę. Dlaczego tak późno?

Marksizm nie dla Leninistów
Rok 1968 zarówno na zachodzie Europy, jak i w Bloku Wschodnim już na zawsze zostanie zapamiętany za sprawą rewolty młodzieżowej. Jakże były to jednak różne od siebie rewolty. W czasie gdy rozgrzane głowy studentów Sorbony zaprzątały myśli, w jaki sposób doprowadzić do dekonstrukcji kultury, nadać nowe znaczenie słowom kształtującym świadomość społeczną i podważyć tradycyjne wartości, studenci w Warszawie próbowali wyciosać sobie choćby namiastkę przestrzeni wolności. Dla paryskiej...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: