Walcząc o odszkodowania za II wojnę światową, zyskamy prestiż

Jeśli Polska udawałaby przed sobą, że zrzekła się odszkodowań od Niemiec za II wojnę światową, że się pogodziła – oznaczałoby to, że jest słabym krajem. To nam nie służy w relacjach ze światem, bo przecież słaby partner to taki, którego można lekceważyć i bezkarnie wmanewrowywać w niekorzystne porozumienia. Kraj, który dba o własne interesy, zawsze będzie traktowany dużo poważniej – z byłym dyplomatą Grzegorzem Kostrzewą-Zorbasem rozmawia Magdalena Złotnicka.Na jakiej podstawie Polska miałaby się ubiegać o odszkodowanie od Niemiec? Istnieje zasada zwyczajowego prawa międzynarodowego, niekwestionowana i uznawana przez wszystkich, że za szkody wyrządzone podczas wojen – mordowanie ludzi, powodowanie uszczerbku na ich zdrowiu czy straty materialne, w tym niszczenie albo wywożenie mienia – przysługują odszkodowania od państw agresorów. Była ona szczególnie dobrze widoczna, gdy Niemcy po II wojnie światowej wypłacały odszkodowania innym krajom. Z prowadzonych przeze mnie badań wynika, że zrzeczenie się przez Polskę Ludową roszczeń w stosunku do Niemiec, którym zasłaniały się poprzednie polskie rządy, w świetle prawa międzynarodowego i polskiego nie ma mocy prawnej. Warto zwrócić uwagę, że uchwalone przez Radę Ministrów oświadczenie o zrzeczeniu się odszkodowań nie jest podpisane. Istnieje sygnowany jedynie ręką Bolesława Bieruta protokół posiedzenia ministrów PRL, na którym oświadczenie o zrzeczeniu się uchwalono. Ponadto ciekawe jest, że
     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze