Duma i uprzedzenia

Na początku prezydentury Andrzeja Dudy jaskrawo zaznaczył się podział na dumnych i uprzedzonych. Ci pierwsi patrzą w przyszłość z nadzieją na zmiany i są na fali optymizmu. Mają prezydenta wielkich nadziei. Mogą włączyć się w dyskurs służący przemianom w Polsce. Ci drudzy pozostają na łasce i niełasce uprzedzeń, które nie tylko skłaniają ich do odmowy dialogu, do odrzucenia nieekskluzywnej i niepartykularnej przecież propozycji wspólnoty, lecz także uniemożliwiają im rzeczową rozmowę o rzeczywistości. Kurczowo trzymają się swych autorytetów. Status quo w pełni ich zadowala. O kres formowania swej kancelarii i krótkie (jak dotąd) tygodnie po zaprzysiężeniu prezydent Andrzej Duda wykorzystał przede wszystkim na spełnianie może najważniejszej ze swych zapowiedzi z kampanii. W specjalnych listach do czytelników „Gazety Polskiej” i „Gazety Wyborczej” wyeksponował właśnie ten priorytet polityczny. Priorytet służby wspólnocie, współbrzmienia z wolą obywateli. Pisał: „Będę prezydentem dialogu i porozumienia, a celem mojej prezydentury będzie odbudowa wspólnoty Polaków. Polityczne spory, które są częścią demokratycznej debaty, nie mogą wzmacniać istniejących podziałów społecznych, osłabiać naszej wspólnoty ani działać destrukcyjnie na instytucje państwa”. I nieco wcześniej: „Zobowiązuję się, że moja prezydentura będzie aktywna w prowadzeniu polskich spraw i otwarta na inicjatywy obywateli. Będę niezłomnie realizował wszystkie zobowiązania, które złożyłem Polakom”.
     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze