Genderowy hokus-pokus

Genderyści uspokajają nas, że nie będą obalać rodziny. Ograniczą się „jedynie” do jej redefinicji: „Jesteśmy obecnie w przełomowym momencie historii, w którym nasza perspektywa pomaga kształtować szerszą, bardziej płynną definicję rodziny”, zgodnie z postulatem „byśmy używali słowa »rodzina« raczej w formie przymiotnikowej jako »praktyki rodzinne«, tak by zapobiec skostnieniu zarówno samego pojęcia, jak i instytucji rodziny”.

W specjalnym dodatku do swojego weekendowego wydania „Gazeta Wyborcza” podjęła próbę zneutralizowania czarnego PR genderyzmu. Eliminacyjną funkcję ma spełniać już sam tytuł: „Nadchodzi rewolucja gender”. Genderyści zostali zmuszeni do przyznania się do tego, że chcą przeprowadzić rewolucję. Nie mogąc już tego ukryć, usiłują przekonać czytelników, że ma ona zupełnie inny charakter niż w rzeczywistości, kontynuując zwodniczą narrację, że chodzi wyłącznie o rewolucję w relacjach damsko-męskich. Jednak „GW” uznała też za konieczne przyznać, że istotną częścią genderyzmu jest queeryzm, ideologia wojującego lobby LGBTQ, dla nadania pozorów naukowości zwana „teorią queer”. Tym samym potwierdziła fałszywość zapewnień, m.in. rządowej pełnomocnik ds. równości, że ich gender nie ma nic wspólnego z promocją homoseksualizmu.
Jak naprawdę wygląda zapowiadana rewolucja gender, najlepiej przekonać się, sięgając do tekstów genderystów-queerystów.
Kluczową postacią jest lesbijka Judith Butler, łącząca w swojej osobie i twórczości feminizm, genderyzm i queeryzm. W najważniejszej dla genderyzmu książce „Gender trouble” (Uwikłani w płeć) zanegowała płeć biologiczną jako istotne kryterium odniesienia dla tożsamości płciowej. Ten absurdalny postulat pozostaje filarem genderyzmu; ostatnio zaowocował na Facebooku rozmnożeniem liczby płci do 56. Już w pierwszym wydaniu swojej książki (1990 r.), w jej wstępie Butler postawiła pytanie, jakie polityczne możliwości są skutkiem radykalnej krytyki tożsamości (płciowej). „Mam wciąż...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: