W okowach standardów życia

Najwyższy czas – bo za chwilę może być za późno – odsunąć od władzy pasożytów i cwaniaków, dla których obywatel znaczy tyle, ile ma, a takich obywateli jest garstka. Jeszcze nigdy świat zachodni nie przechodził tak głębokiego kryzysu tożsamości. Do całkiem niedawna wszystko było mniej więcej jasne i uporządkowane. W Stanach Zjednoczonych, Europie Zachodniej i w krajach postkomunistycznych obowiązywały i były dotrzymywane standardy demokratyczne, o winie i karze decydowały niezawisłe sądy, a wyznacznikiem zachowań były normy moralne, akceptowane przez społeczeństwa. I oto zbliżał się rok 2000, dla wielu miał on rozpocząć apokalipsę, przepowiadaną przez św. Jana i późniejszych „proroków” oraz jasnowidzów. Takie nastroje panowały zawsze, kiedy ludzkość zbliżała się do końca kolejnego wieku i początku następnego. W tych proroctwach nie uczestniczył prosty lud, zajęty krzątaniną wokół swoich spraw, w swej większości ufający Opatrzności, modląc się słowami: „bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi”. Koniec XX i początek XXI wieku nie przyniósł kataklizmów niszczących naszą planetę i jej mieszkańców w ramach kary za popełnione grzechy. Widocznie taka była Jego wola. Ale równocześnie trwał i trwa proces autodegradacji ludzkości, w której coraz aktywniej uczestniczy szatan, władca zła, pychy i głupoty. I gdyby zapytać przeciętnego obywatela lepszej części świata, co ma dla niego znaczenie, jakie wyznaje wartości i czy w ogóle je wyznaje, odpowie: chcę żyć fajnie, beztrosko i 
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze