Jakiej kultury Polacy potrzebują?

W XIX wieku obok sztuki ku pokrzepieniu serc, po potopach historii Polacy stworzyli też sztukę rozdrapującą rany, „żeby nie zarosły błoną podłości”. Taka twórczość też powinna być dzisiaj uprawiana – zamiast artystycznych prowokacji. Ponieważ tylko ciężar gatunkowy rzeczywistego doświadczenia zbiorowego – od okupacji, przez Żołnierzy Wyklętych, po Smoleńsk
– usprawiedliwia sens posługiwania się środkami wyrazu łamiącymi przyjęte na co dzień konwencje.

Do rytuału różnych uroczystości i spotkań, w których przedstawiciele władz uczestniczą wraz z przedstawicielami świata literatury i sztuki, należy podkreślanie znaczenia kultury dla życia narodu.

Kultura jako rozpuszczalnik

Szczególnie wypada przy tym powtarzać, że w czasie zaborów, kiedy nie mieliśmy własnego państwa, tożsamość polska została zachowana właśnie dzięki kulturze. Jakkolwiek zdanie to wchodzi do najbardziej podstawowego zasobu urzędowej drętwej mowy, a każdy wojewoda czy starosta ma je zawsze na podorędziu wraz z cytatem, że „takie będą Rzeczpospolite, jak młodzieży chowanie” – zawartego w nim ziarna prawdy nie należy lekceważyć. Treści utrwalone w literaturze i sztuce były w XIX wieku, obok religii katolickiej, najsilniejszym czynnikiem integrującym Polaków i wytwarzającym tożsamość polską u tych, którzy jej nie dziedziczyli po przodkach. W stereotypie związanym z historyczną rolą polskiej kultury zachowała się ta prawda na równi ze świadomością, że w narodzie tak ciężko doświadczonym przez zabory i prześladowania kultura pełniła szczególną, cywilną i narodotwórczą misję.

Co stało się z tym przekonaniem po roku 1989? Czy kultura III Rzeczypospolitej pomaga jej mieszkańcom w lepszym rozumieniu polskiej tożsamości? Czy ją – jak dawniej – umacnia, nasyca godnością, wyposaża w psychiczny kapitał niezbędny do prowadzenia równoprawnego dialogu ze światem? Czy raczej działalność współczesnych producentów duchowej strawy dla Polaków niszczy...
[pozostało do przeczytania 88% tekstu]
Dostęp do artykułów: