„Faszysta” – to brzmi dumnie

Parowanie sensu

Jeden z czołowych polskich historyków opowiadał kiedyś anegdotę o wizycie delegacji włoskich komunistów, pod kierownictwem Palmira Togliattiego, w roku 1922 w Moskwie. Podczas przyjęcia na Kremlu Lenin miał mu powiedzieć: „Ogólnie jesteśmy bardzo zadowoleni z waszej pracy. Siła klasy robotniczej we Włoszech rośnie. Ale jednego, towarzyszu Togliatti, wybaczyć wam nie mogę. Żeście stracili towarzysza Mussoliniego!”. Do 1919 r. Togliatti (a także Gramsci) i Mussolini (członek komitetu wykonawczego) ściśle współpracowali we Włoskiej Partii Socjalistycznej, w 1921 r. przekształconej w partię komunistyczną. W wyniku wewnętrznych rozgrywek w WPS Mussolini został z niej usunięty w 1919 r. i rozpoczął tworzenie własnej partii socjalistycznej. „Fasci” to po włosku „wiązka”, „związek”. W 1921 r. pod jego przywództwem powstała Narodowa Partia Faszystowska. Tyle o politycznej i językowej genezie faszyzmu. Jest on notorycznie mylony z innym ruchem socjalistycznym – nazizmem (NSDAP to Narodowo-socjalistyczna Niemiecka Partia Robotników).

Terminy „faszyzm” i „nazizm” poddane historycznej i pojęciowej obróbce gubią wyrazistość przydatną lewakom w politycznej i zadymiarsko-zmilitaryzowanej walce z prawicą. Tracą mobilizującą emocje perswazyjną prostotę. „Śmierć faszystom i burżujom” – piszą w ulotce działacze jednej z grup anarchistycznych. Ilu z nich przyszłoby na kolejną rozróbę, gdyby koniecznym warunkiem udziału w niej była choćby elementarna wiedza historyczna?

Rozwiązanie ostateczne

Słuszne są postulaty przeciwdziałania nawet niszowym formom rasizmu czy totalitaryzmu. Bardzo groźne są natomiast próby ostatecznego wyeliminowania wszystkich realnych i potencjalnych (!) ich źródeł! Strategia pierwsza jest świadectwem odrobienia lekcji z historii Republiki Weimarskiej, druga – prowadzącą do katastrofy utopią. Pragnienie definitywnej rozprawy ze złem nakazuje doszukiwać się go wszędzie...
[pozostało do przeczytania 48% tekstu]
Dostęp do artykułów: