Wykapany ojciec

Poprzednie miesięczniki

Tak, nie ma wątpliwości, kto jest matką. A kto jest ojcem? Przed Rzymem, w Rzymie i po Rzymie mężczyźni zawsze byli szarpani licznymi wątpliwościami. Starały się je rozwiać damy do towarzystwa, które obok funkcji oficjalnych odgrywały mniej szczytną rolę ochroniarza żony. Kiedy rycerze ruszali na wyprawy krzyżowe, wtedy zakuwali ślubne małżonki w pasy cnoty. Jak wiemy – z różnym powodzeniem. Kobiety bowiem przez wieki doskonaliły sposoby perswazji, że owoc miłości, który noszą w łonie, jest z prawego łoża. Także i dziś, gdy odbieramy ze szpitala potomka, jakże często słyszymy, i to ze wszystkich stron (żony, teściów, położnej), stanowcze: „Patrzcie, wykapany ojciec”. Ma to nas przekonać, że chować będziemy krew z krwi, kość z kości, a nie – przepraszam za słowo – cudzego bękarta. I prawo rzymskie, i nasz kodeks rodzinny i opiekuńczy wychodzą z założenia, że ważniejsze jest to, aby ktoś łożył na utrzymanie dziecka i jego matkę, niż szukanie prawdziwego ojca. „Jeżeli dziecko urodziło się po upływie 180. dnia od zawarcia małżeństwa, a przed upływem 300. dnia od jego ustania lub unieważnienia, obalenie domniemania ojcostwa może nastąpić tylko przez wykazanie niepodobieństwa, żeby mąż mógł być ojcem dziecka” – stwierdza kategorycznie art. 62 kodeksu. Niepodobne jest wówczas, gdyż przebywał w tym czasie w podróży służbowej w Peru, gdyż, jeśli był w podróży służbowej w Poznaniu, to już babka na dwoje wróżyła. Ponadto kodeks daje tatusiowi maksimum sześć miesięcy od dnia, w którym
     
27%
pozostało do przeczytania: 73%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze