On już nie zatańczy

Poprzednie miesięczniki

Wybory roku 2005 były czymś więcej niż tylko banalną, demokratyczną zmianą partii sprawującej władzę. Histeryczne i zaskakujące wycofanie się Cimoszewicza z kampanii prezydenckiej uwolniło polską politykę od postkomunistycznego balastu. Wreszcie, po 16 latach wolnej Polski, nie musieliśmy wybierać między „nimi” i „naszymi”, między tymi, którzy stali tam, gdzie stało ZOMO a tymi, którzy stali tam, gdzie staliśmy my. Podział na partie postkomunistyczne i postsolidarnościowe odszedł na karty historii. Przeszłość przestała wreszcie ciążyć na dniu dzisiejszym. W roku 2005 mogliśmy wybrać między „Polską liberalną” a „Polską solidarną”, między konserwatywnymi chadekami a liberalnymi konserwatystami. Boże, powiało u nas Europą! Minęły dwa lata od pierwszych normalnych wyborów. W tym czasie PiS przyjął odpowiedzialność za rządzenie, natomiast PO przypadł zaszczytny obowiązek bycia opozycją. Ci, którzy są zadowoleni ze sposobu, w jaki naprawiane jest polskie państwo, czyli z sądów 24-godzinnych, wyprowadzania w kajdankach skorumpowanych lekarzy i lustrowania dziennikarzy oraz profesorów akademickich, głosują w sondażach na PiS (jest ich sporo ponad 20 proc.). Ci zaś, którzy kręcą nosem na rządy braci Kaczyńskich, którym nie podoba się treść i styl uprawiania polityki zagranicznej i którym doskwiera brak głębokich reform finansów państwa, „głosują” na PO (tych jest sporo ponad 30 proc.). Jedni i drudzy zagłosują naprawdę za dwa lata. Kiedy kowal żelazo kuje, to czerwona żaba podstawia
     
29%
pozostało do przeczytania: 71%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze