Kto tak odchodzi, wróci

Poprzednie miesięczniki

Groźniejszym przeciwnikiem niż opozycja dla rządzących są ich własne błędy. Powiadają – i słusznie – że źródłem naszych problemów jesteśmy przede wszystkim my sami. Jakieś licho kusi ministra, by wynajął za publiczne pieniądze garsonierę dla kochanki i masz babo placek. Jakiś zły duch namawia panią minister, aby zapłaciła za pampersy rządową kartą i koniec marzeń o dobrej pracy. Złość na dziennikarza może skłonić do założenia mu podsłuchu i sprawa kończy się w najlepszym razie komisją śledczą, w najgorszym Trybunałem Stanu. Powiadają także – i mądrze powiadają – że należy strzec się przyjaciół, gdyż z wrogami łatwiej sobie poradzić. Lider partii opozycyjnej każdego dnia może zwoływać konferencje prasowe, formułować najsurowsze oskarżenia i wszystko na nic. Ludzie bowiem myślą sobie, że opozycja zawsze coś przekręci lub coś wyolbrzymi. Jednak, gdy cios pada z własnych szeregów, sprawy mają się dużo gorzej. W każdym rządzie jest Brutus albo kandydat na Brutusa, który tylko czeka, aby noga nam się powinęła. W przyjacielu partyjnym rodzi się Brutus w chwili, gdy ambicja zaczyna go zżerać, przecież i on mógłby być cezarem. Przyjaciel staje się Brutusem również wtedy, gdy zaczyna dostrzegać naszą słabość albo gdy zaczyna się lękać odpowiedzialności za zbrodnie stanu, w których jakże często miał i on swój niebagatelny udział. I znów dawniej władca miał łatwiej. Czerwony car regularnie rozstrzeliwał szefów policji politycznej – Jeżowa, Jagodę. Z kolei Berię załatwił gensek
     
26%
pozostało do przeczytania: 74%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze