Moja słodka tajemnica

Poprzednie miesięczniki

Czytelnicy „Niezależnej Gazety Polskiej” mają na tyle wyrobione przekonania polityczne, że głupio jest im radzić, na kogo warto głosować – i tak zagłosują przecież jak Pan Bóg przykazał. Oczywiście, jak Pan Bóg przykazał, a nie jak „nie namawia, by głosować” ojciec dyrektor... Powstrzymam się zatem na tych łamach od stawiania zarówno kropek nad i, jak i krzyżyków przy nazwiskach kandydatów. Specyfiką 2007 r. jest to, że mamy do czynienia nie z wyborami, ale z dogrywką po poprzednich wyborach. Dwa lata to czas zbyt krótki, aby wyborcy w sposób zasadniczy zmienili swe przekonania i zrewidowali swe decyzje. Jeśli potrzebne było skrócenie kadencji, to dlatego, że posłom nie udało się utworzyć stabilnej większości – POPiS nie wyszedł, zaś prowizorka z Samoobroną nie mogła trwać długo. Politycy proszą nas zatem, abyśmy raz jeszcze rozdali karty. Liczą bowiem, że po nowym rozdaniu łatwiej im będzie rozwiązać koalicyjne dylematy. Od nas zależy, czy im pomożemy. Pomożemy, jeśli w przyszłym Sejmie ubędzie klubów, jeśli z sześciu zostaną trzy. No, może cztery, gdyż Pawlak im starszy, tym mądrzejszy. Jak każda dogrywka, tak i ta nie spowoduje trzęsienia ziemi, kto był silny, ten silnym pozostanie. Zmiany będą nieduże, ale nawet te niewielkie mogą mieć istotne konsekwencje. Obserwujemy przecież przesunięcia części elektoratów (i kandydatów) między PiS a PO. Jeśli PiS połknął „przystawki”, to w jego organizmie znalazły się nowe białka, te od Leppera i te od Giertycha. Do tradycyjnego
     
24%
pozostało do przeczytania: 76%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze