Boże Narodzenie

Poprzednie miesięczniki

Naczelnik wypada z roli i uśmiecha się: – No tak, chybabym takiego nie znalazł. A następnego dnia donosi konspiracyjnie: – Będą choinki, ale na razie cicho. Będą choinki! Ale trzeba je czymś ubrać. Rekwizycji podlega wszystko, co kolorowe: okładki zeszytów, opakowania od mydła i paczki od papierosów. To wszystko mało. Lekarz ma gencjanę – fioletowy płyn na parchy, ma też intensywnie żółty riwanol. Ustawia się do niego kolejka. Biolog mówi nam, że na inne parchy jest czerwony płyn. Znów do lekarza! Malujemy kartki z zeszytów na żółto, fioletowo i buraczkowo. Przemyconym nożem, szkłem i zaostrzonym kawałkiem blachy z puszki wycinamy ozdoby. Nasza cela wygrała los na loterii – mamy kapitana marynarki w galowym mundurze. Po oporach poddaje się: „Prujcie!”. Prujemy złote galony – takiej lamety to nawet „na wolności” nie ma. Przywożą paczki od rodzin! Mamy całą górę wspaniałości. I to po dziesięciu dniach kwaśnego chleba ze smalcem i kawie zbożowej bez cukru. Takich świąt jeszcze chyba nie było. Znów wszystko, co się świeci, idzie na choinkę. A choinka wbita między dwa taborety wygląda wspaniale. Biało-czerwone i srebrne łańcuchy, białe orły, czarne kajdany i srebrne kajdanki i to wszystko, co szesnastu chłopa potrafi wymyślić. A nad wszystkim króluje złota lameta z kapitańskich epoletów. Brak tylko świeczki. A przecież ona być musi! Więc gotuję pastę do butów. Palę podartą w paski gazetę, pasta się rozlewa, co chwila zapala, śmierdzi, ale wyraźnie gęstnieje. W końcu jest gotowa,
     
23%
pozostało do przeczytania: 77%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze