Z kim trzymać

Poprzednie miesięczniki

Byliśmy też w pełni świadomi, że bezpieka jest na bunty przygotowana. Przez Polskę przewalała się fala strajków. Strajkowały zakłady w: Lublinie, Warszawie, Przeworsku, Tczewie, a Gdańsk czekał na sygnał WZZ. Spotkani robotnicy pytali: „Andrzej, kiedy zaczynamy?”. Wtedy zwolniono z pracy Annę Walentynowicz. Wiadomo było, że WZZ muszą stanąć w jej obronie. Było też raczej pewne, że za tak popularną i szanowaną koleżanką ujmie się 16 tys. stoczniowców. Wobec trwającej fali strajków zwolnienie to było jawną prowokacją, a wraz z tym pojawiło się oczywiste pytanie – czy należy dać się sprowokować? Skoro ekipa Gierka gasiła strajki podwyżkami, oznaczało to, że prowokowanie strajku jest przeciwko Gierkowi, ale w czyim interesie? Nie mieliśmy pojęcia. Wahanie trwało sekundę, nie opuścimy Ani, by ratować Gierka. Róbmy to, co do nas należy i prośmy Boga o przychylność. Podpisaliśmy apel o obronę koleżanki oraz instrukcję, jak strajkować. Na dwa dni przed strajkiem do pracy w stoczni gdyńskiej przyjęto m.in. Andrzeja Kołodzieja. Gdy stocznia stanęła, pierwszy raz od czterech lat zdjęto mi obstawę, aż się głupio poczułem – tak sam, bez obstawy? Na bramie stoczni podałem nazwisko. „Fajnie, że jesteś, weź opaskę” – odpowiedziała straż strajkowa. Nie wiem, czy znali mnie osobiście, ale nasze nazwiska były popularne dzięki „Robotnikowi Wybrzeża”. Następnego dnia po powołaniu Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego na placu przed dyrekcją zebrało się około 6 tys. ludzi, a dyrektor z okna
     
28%
pozostało do przeczytania: 72%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze