Etyka pracy w PRL

Jeśli pracujemy dla systemu, to im lepiej to czynimy, tym lepiej służymy komunie. Dziury w chodnikach i nierównej długości nogawki ewidentnie kompromitowały komunę, lecz to Polacy w krzywych spodniach przewracali się na tych chodnikach. Czerpaliśmy satysfakcję z wypominania, czego to komuna nie potrafi. Lecz chyba każdy z nas, gdyby mógł, zdecydowałby, by papier toaletowy był dostępny. Mimo że sukcesy sportowe uświetniały komunę, wszyscy cieszyli się, bo to Polacy wygrywali mecze, nawet jeśli byli członkami PZPR.

Na wykopaliskach archeologicznych nie spodziewałem się wykopać sierpa i młota. Z zapałem czyściliśmy pędzelkami łuski jesiotra i cieszyliśmy się, gdy udało się znaleźć skorupkę albo ułomek kościanego narzędzia. Przy określaniu położenia znalezionych skarbów nauczyłem się geodezji. Wykorzystałem to w czasie następnych wakacji. Pracowałem przy wytyczaniu granicy między gruntami prywatnymi, gdzie rosło piękne, wysokie zboże, a gruntami PGR pokrytymi gęstą, skołtunioną warstwą ostów, chabrów, wyki i wszelkich innych chwastów. Cała wieś uszczknęła sobie co nieco z PGR-owskich areałów, a teraz ja miałem im to odebrać! Więc w stosunku do mapy dołożyłem wszystkim po ok. 50 m. Wyniosło to 30–50 ha na całą wieś. Mogłem za to dostać kilka ładnych lat od prokuratora. Od obdarowanych kupę forsy, lecz wtedy byłoby to pospolite przestępstwo. Więc odmawiałem nawet wódki. Jeśli mieliby mnie wsadzić, chciałem mieć świadomość, że siedziałbym dla idei.

W Fabryce telewizorów mieliśmy dylemat: jeżeli zbudujemy telewizor byle jaki, Polacy będą oglądać byle jaki obraz. Z drugiej strony, może to i lepiej, bo mniej będą się zatruwać propagandą. Jeśli uda nam się wymyślić telewizor genialny, to Polacy go nie zobaczą, bo cała produkcja pójdzie na eksport. Partia rozwiązała za nas te dylematy, kazała nasze plany wyrzucić i produkować gorszy odbiornik, warszawski.

Szukanie odpowiedzi, dla kogo pracowaliśmy – dla Polski czy dla komuny, a tym bardziej...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: