Sierotka polityczna

Poprzednie miesięczniki

Przyjęto mnie tam dość miło. Jeden łysy zapytał, czy zechciałabym zostać laską marszałkowską, inny, chyba profesor, rzekł „Pójdź dziecię, ja cię uczyć każę” i dał mi klucz od pokoju. Po drodze pulchna posłanka zaproponowała mi adopcję, bo chce mieć dziecko, a od trzech kadencji żyje z koleżanką i nic. W sumie miałam tam parę sesji. I to z jakimi bajerami. Jeden poseł obiecywał zadbać o moją stopę życiową, chociaż butów mi nie chciał kupić. Drugi najpierw usiłował mi zajrzeć w teczkę, bo podobno tylko tak się podnieca, trzeci całą noc szukał pluskiew, bojąc się kolegi o nazwisku Billing. Czwarty przez sen mówił do mnie per „towarzyszu Ałganow”, a piąty prosił, bym go zlała. Dyscypliną partyjną. W sumie jednak wszyscy zachowali się dość podobnie. Żaden nie chciał się ze mną ożenić, bo podobno nie byłam dobrą partią. A która dziś dobra? Tylko na koniec każdego spotkania pojawiały się różnice: poliglota z Platformy wyszedł po angielsku. Gość z SLD zapłacił czekiem bez pokrycia, chłop z PSL-u poprosił mnie o dopłatę bezpośrednią, działacz Samoobrony ukradł mi torebkę, a poseł z Ligi odesłał do swego szefa mówiąc: „Bóg zapłać”.  I dlatego Wysoki Sejmie wnoszę o powołanie komisji w sprawie ustalenia, kto jest ojcem mego dzieciątka – bo nie chcę, żeby jak ja było sierotą polityczną. Najgorsze, że w wyniku mojej pracy na czarno – wygląda jak Murzyn. (tekst napisany dla Oli Ciejek i wykonywany przez nią w Kabarecie Pod Egidą)
     
100%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze