Bajka o integracji smoków

Poprzednie miesięczniki

Co do dziewic, to i owszem, żaden dziewicą nie pogardził, chyba że skłonność miał całkiem inną. Ale i niewiasty bardziej przechodzone miały u smoków wzięcie, a były one potwory niektóre tak wyrafinowane, że do żadnej się nie wzięły, nie upewniwszy się uprzednio, że używana. Stąd właśnie, a nie z zamiłowania do dziewic, legenda poszła o wyjątkowej jurności perwersyjnej smoków. Dziewice mniej lub bardziej dziewicze od święta jeno były i nie do jedzenia wcale, tylko do figlów rubasznych. Jeść wolały smoki, jak który, a to turnedo Rossini na grzance, a to znów przepiórki po generalsku, bażanty po marszałkowsku albo homara po kardynalsku, jako że czerwony był intensywnie. Pić też wody żaden nie chciał, widocznie pamięć o Szewczyku Dratewce i losie Wawelskiego w smoczym pomiocie trwała. Szampanem za to żaden ze smoków nie pogardził, wina dobre smakował chętnie, a i od gorzałki ze wstrętem się nie odwracał. Zajmowały się smoki, któż o tym jeszcze pamięta wśród niewdzięcznych ludzi, przede wszystkim dobroczynnością. Chętnie dawały wsparcie biednym, ale że same nic nie miały, bo jeśli o dobra tego świata idzie, o złoto, klejnoty, talary na skrzynie liczone, to bardzo smoki były ascetyczne – musiały zabierać innym. Zabrały takiemu biedakowi, rycząc i tupiąc przeraźliwie grosz ostatni, to jasne, że wesprzeć go całym groszem, żeby z głodu nie zeszedł, nie mogły. Jeno półgroszówkę wdzięczny biedak dostawał, reszta szła na koszty reprezentacyjne i inne. Brały smoki także od kupców z
     
31%
pozostało do przeczytania: 69%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze