Gazowy szantaż jako narzędzie polityki

Poprzednie miesięczniki

Porównanie obecnego kontraktu gazowego między Berlinem i Moskwą do paktu Ribbentrop-Mołotow przez polskiego ministra obrony Radosława Sikorskiego podczas jego wizyty w Brukseli ma swoje głębokie uzasadnienie, podobnie jak porównanie z Rapallo. Już po raz kolejny Niemcy i Rosja załatwiają swoje interesy, nie licząc się z opinią najbliższego sąsiada, którym jest Polska. Można to interpretować różnie – jako zwykłe zawieranie korzystnych interesów gospodarczych, jako arogancję i butę zachodniego sąsiada albo jako demonstrację politycznych wpływów dwóch potężnych krajów na bieg wydarzeń w Europie. Na szczęście – dodajmy – tylko w Europie, gdyż ani Niemcy, ani Rosja nie są w stanie wpłynąć na gospodarkę światową, która podlega innym regułom niż polityczne gry toczone na linii Berlin-Moskwa. Gorący rzecznik interesów niemieckich, publicysta „Polityki” Adam Krzemiński, od czasu zmiany na polskiej scenie politycznej ostro atakuje postawę rządu RP wobec owej gazowej rury i zarzuca nam, Polakom, „odruch Pawłowa” i „nerwicę natręctw”. Takich określeń użył Krzemiński w swojej wypowiedzi na antenie TVN 24 i nikt na to nie zareagował. Można zrozumieć, że niemieckie interesy gospodarcze są dla redaktora Krzemińskiego ważniejsze od polskich, co zresztą niejednokrotnie dawał do zrozumienia, trudno jednak pojąć, dlaczego strona polska, rząd i prezydent, dopuszczają do dwuznacznych wypowiedzi, sugerujących, że możliwy jest jakikolwiek udział Polski w budowie rury na dnie Bałtyku.  Musimy
     
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze