First lady na wychodźstwie

Dodano: 25/04/2006 - 2/2006 NGP
Poprzednie miesięczniki

A co do łazienki, to ostatecznie pisuar zostawiłam, ale jaccuzi zabrałam. Bo z kim by się nasz następca tam kąpał – z Giertychem, Lepperem, a może z Ojcem Dyrektorem? Ile trzeba by na to wody święconej?!  A w ogóle serce mi krwawi, gdy pomyślę, co teraz tam będzie. Do Tuska to można by przynajmniej wpaść na ploteczki. Chociaż osobiście wolałam Wołodię Cimoszewicza. Wszyscy mówili, że z wiekiem coraz bardziej do mojego męża robi się podobny. Może. Chociaż ja ich spokojnie, w środku nocy, po ciemku rozpoznaję. A Włodzio raz się pomylił. Było to w parku po jakimś bankiecie u „Prezia”. Wpadł na mnie w ciemności i pyta: „Jarucka?” Ja ruska? Też pomysł, ja Europejka. Szukam teraz dobrej posady dla mojego męża. Bo chłop za młody na zasiłek, a za stary, żeby iść studia kończyć. Nie powiem, po cichu liczyłam na posady międzynarodowe, ale w Europie trzeba stawać do konkursu, w ONZ-cie żądają dyplomu magistra, a w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim pytają o czas na setkę. Czas na setkę? Przecież Olek już nie pije! Nawet w sztabie NATO lufy nie strzeli. A jaki tłok się porobił w Ameryce – Miller szuka posady jako wzięty seksuolog (choć z tym kończeniem okazało się przereklamowane), Belka reklamuje się jako ekonomista, który potrafi w dwa lata położyć na łopatki kraj średniej wielkości, a Longin Pastusiak byłby wniebowzięty, gdyby dostał posadę ciecia przy Białym Domu. Mógłby wtedy spokojnie napisać kolejny tom „Amerykańscy prezydenci i ja”. Najgorzej jednak będzie, jak Platforma
     
57%
pozostało do przeczytania: 43%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze