Nim stłucze się złota czasza

Poprzednie miesięczniki

Przejście Jeszcze nie tak dawno dla ludzi wierzących choroba była doświadczeniem mającym na celu wzbogacenie człowieka. Stanowiła impuls do rozwoju duchowego. Była krzyżem, który miał zbliżyć do Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Zaś śmierć była uważana za naturalną cezurę, moment przełomowy między życiem doczesnym a życiem wiecznym. Była aktem przejścia takim samym jak narodziny – z jednego życia do drugiego. O śmierci rozmawiało się spokojnie. Większą grozę budziła myśl o niedostąpieniu zbawienia. Ludzie bali się nagłej i niespodziewanej śmierci, bo taka śmierć uniemożliwiała im pojednanie się z Bogiem. Wierzyli, że w ostatniej chwili zdążą jeszcze wyprosić zbawienie od Pana. Modlitewnik Wspólnoty Chrześcijańskiej z 1986 r. zaleca: „Gdy jesteś przy konającym, unikaj wszystkiego, co by mogło chorego drażnić lub niepokoić. Podaj mu krzyżyk lub medalik do pocałowania. Podpowiadaj mu cicho, łagodnie, z małymi przerwami akty wiary, nadziei, miłości, poddania się woli Bożej”.Wszystko byle przetrwać Dzisiaj wiele osób deklarujących się jako wierzące w głębi duszy uważa, że śmierć jest kresem wszystkiego. Dlatego gotowe są zapłacić każdą cenę za przedłużenie życia. Cenę wymierną, przeliczoną na złotówki czy dolary i cenę cierpienia. Jak ważne są pieniądze – czy lepiej jest zostawić jakieś dobra bliskim, czy bez względu na olbrzymie koszty kuracji przedłużyć swoje życie o rok, dwa? Specjaliści oceniają, że połowa wydatków na leczenie, które człowiek
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.panstwo.net

W tym numerze