Fabryki już nie ma

Poprzednie miesięczniki

To był duży teren, na którym można by wybudować małe osiedle. Zrujnowane budynki po dawnych biurach, hale fabryczne, hałdy gruzu, tuż obok wysypisko i skup złomu. W sumie w Fabryce przemieszkiwała jakaś setka ludzi, squatersi twierdzili, że nawet więcej. Oczywiście nie wszyscy naraz; po terenie rzadko kręciło się więcej niż 50 osób. Większość squatersów nie ma własnego miejsca, jest ciągle w podróży.Squat to przede wszystkim dom dla wielu ludzi tworzących tę różnorodną społeczność. Dom, gdzie każdy może znaleźć miejsce dla siebie Najbardziej zadbanym budynkiem, odgrodzonym od reszty świata kratami i parą drzwi, był Monar. To ludzie z Monaru uważali się za autentycznych squatersów, założycieli Fabryki – oni parę lat temu uporządkowali budynek i ustalili zasady wspólnego życia w grupie, dyżury przy sprzątaniu, kilkupunktowy regulamin, który zabraniał mieszkania w Fabryce nieletnim, a szczególnie – dzieciom. One mogły co najwyżej odwiedzać squat. W budynku nie brakowało piecyków, telewizora, nawet biblioteki. Squatersi wybrali życie obok cywilizacji – ale nie w oderwaniu od niej.Ze względu na konieczność zaakceptowania trudnych warunków, odnalezienie swojego miejsca na squacie nie dla wszystkich jest łatwe W Monarze dużo się działo. Organizowano koncerty w klimatach punka i punk rocka, ludzie przychodzili posłuchać muzyki alternatywnych zespołów, których trudno było usłyszeć gdzie indziej. Nieprofesjonalne nagłośnienie rekompensowała atmosfera
     
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze