Wrony dziobią

Wszystkie delegacje obiecują strajk selektywny na obustronny transport towarów do Polski i z niej w razie zbrojnego ataku na „S”. Nie są to obietnice na najwyższym szczeblu, ale może zadziałają.

Zabierają nas do „osiedla” ziemianek pariasów. Proszę „niedotykalnych” o coś do picia, co przełamuje wszelkie lody i wprowadza serdeczną atmosferę. Gdy na czerwonym świetle staje karawana słoni, trzeba po prostu odchylić im trąbę i przejść pod nią. Kiedy stadko krów idzie sobie wielopasmowym highway’em, to zajmuje jeden pas, a gdy chcą skręcić, przewodniczka wyrzuca w bok łeb, samochody zwalniają i krowy zmieniają pas. Normalnie.

Z obrad wywołują mnie dziennikarze – w Bydgoszczy ciężko pobito związkowców z Janem Rulewskim. Co to znaczy? To znaczy, że w Polsce jest strajk generalny. Spontaniczny strajk będzie krótki, bo nie zdąży obrosnąć dodatkowymi żądaniami i nawet po symbolicznym ukaraniu winnych pewnie się skończy. Po kilku godzinach meldują: w Polsce nie ma strajku. Co to znaczy? Nie wiem i nie podoba mi się to. Odkładanie strajku spowoduje nadmierne zaognienie sytuacji. Nie mam pieniędzy na wcześniejszy powrót, muszę czekać na koniec obrad.

Z Warszawy zabiera mnie samochód, który psuje się na jakimś bezludziu. Okoliczny chłop wywleka wrak malucha i dowozi mnie akurat na posiedzenie Krajowej Komisji Porozumiewawczej. Związek w pełnej mobilizacji, w kraju aż kipi. KKP wbrew etatowym hamulcowym zarządza strajk, wybiera Krajowy Komitet Strajkowy, któremu przekazuje dowództwo. W obawie przed zdradą Wałęsy, KKP zabrania złagodzenia uchwalonego stanowiska. Z grona KKS wybrano grupę negocjacyjną: Wałęsa, Jurczyk, Gotowski, Słowik i ja. Doradcy: Mazowiecki, Siła-Nowicki i Celiński.

Mieszkamy w hotelu Solec, gdzie zgodnie z dyrektywą Wałęsy „S” ma zawsze kwaterować. Sprzątaczki opowiadają mi, jak „sprawdzano” instalację elektryczną w pokojach, łazienkach, na korytarzach, w bufetach – rozbierano gniazdka, lampy, kontakty.
...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: