Pełzająca, ale prawdziwa zmiana

Trudne początki

Pamiętamy tamten dzień, zresztą był wtedy w Sejmie chyba cały polityczny świat. Wszyscy widzieli na twarzach państwa Kwaśniewskich to zdziwienie, ten szok – komuż oto przychodzi im przekazywać władzę... I tę niepewną radość państwa Kaczyńskich, tę myśl – a więc to nie sen? Świąteczna atmosfera skutecznie hamowała jednak emocje, skłaniała do unikania zwady. Ale tej lawiny nie dało się zatrzymać. Już wkrótce w Kaczyńskich, tych w Pałacu Prezydenckim i tego w siedzibie Prawa i Sprawiedliwości, zaczęto rzucać kamieniami. Malutkimi jak jajka i wielkimi jak łby lwów przed siedzibą prezydenta. Dzień po dniu, od „Wydarzeń” po „Fakty”, od „Wyborczej” po „Die Tageszeitung”. Żartobliwie i poważnie. W „Szkle kontaktowym” w TVN 24 i w szokujących lekceważeniem polskiej racji stanu listach byłych szefów MSZ. W kraju i za granicą. To była potężna lawina, atak dający zaatakowanemu minimalne szanse.

A jednak. W grudniu 2006 r. możemy stwierdzić, że tym razem polska prawica i sformowana przez nią władza przeżyły. Nie tylko w sensie formalnym, konstytucyjnym, ale przede wszystkim ideowo. Za cenę złudnego spokoju nie zgodziła się na los rządu AWS, który formalnie trwał cztery lata, ale tak naprawdę już po kilku miesiącach chadzał na pasku Adama Michnika i unijnego Salonu. Cele wypisane rok temu do dzisiaj powiewają na sztandarach. Kolejne wynurzenia w prasie liberalnej o rzekomym końcu IV RP pozostają tylko żałosnymi próbami przykrycia własnego zażenowania. Wstydu po kolejnych odsłonach prawdy o państwie Michnika i Urbana. Żałosnego milczenia w obliczu kolejnych faktów.

Budowa IV RP trwa

Ustawa po ustawie, instytucja po instytucji, zdemaskowany agent SB po agencie wojskówki – tak dzień po dniu powstaje nowa RP. Nie wygląda to zbyt estetycznie. Ale czy ktoś widział piękny front? Nie da się tego zrobić inaczej. Nie można też ogłosić, jak zrobiły to elity III RP w 1990 r., kilka miesięcy po...
[pozostało do przeczytania 78% tekstu]
Dostęp do artykułów: