Mały rejestr absurdów 2006

Dodano: 09/12/2006 - 10/2006 NGP
Poprzednie miesięczniki

Była to dopiero pierwsza odsłona dramatu zatytułowanego „Zawłaszczanie państwa”. Z mniejszym lub większym natężeniem przedstawienie trwało przez cały rok. Co i raz rozlegały się głosy oburzenia obsadzaniem przez PiS stanowisk swoimi ludźmi. Można było odnieść wrażenie, że Platforma Obywatelska, nie wchodząc do koalicji, spodziewała się licznych nominacji dla swoich. SLD miał chyba nadzieję, że jego nominaci pozostaną na stołkach na wieczność. A tu taka żarłoczność zwycięskiej partii na władzę. Członkowie ekipy Millera i akolici Tuska nie posiadali się z oburzenia. Przy okazji, bo nie wiem, czy to absurd roku 2006, czy może całej III Rzeczypospolitej, ale zagadkowa sprawa niezawiązania koalicji między PiS i Platformą, nad czym się głowią do dziś najtężsi fachowcy od polityki, pschologii i psychiatrii, może mieć pewien związek z relacją, jaką usłyszałem od jednego z uczestników rokowań między Kazimierzem Marcinkiewiczem i Janem Marią Rokitą. Obaj panowie świetnie się dogadywali, a kiedy już wszystko uzgodnili, Rokita przepraszał na chwilę, że musi do telefonu. Szedł na stronę, telefonował, kiedy wracał, unieważniał wszystkie uzgodnienia. Nie wiem, do kogo dzwonił. Złośliwi mówią, że do Tuska, ale ja w to nie wierzę. Z okazji pierwszej podróży prezydenta Lecha Kaczyńskiego za granicę, do Waszyngtonu, elita światłych dokonała odkrycia, że Polacy nie wybrali właściwie. Zapowiadano, że Kaczyński w Białym Domu skompromituje sam siebie, a przy okazji Polskę. Oczekiwano, nie bez
     
19%
pozostało do przeczytania: 81%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze