Pod presją sowieckich czołgów. Łódź w październiku 1956 r.

Poprzednie miesięczniki

Przemarsz odbywał się na ogół bez incydentów, chociaż nastroje ludności były nieprzychylne wobec obcych wojsk. Wściekłość ludzi wywoływały zniszczenia na drogach, spowodowane przez gąsienice sowieckich czołgów, przyczyniały się do niej również pogłoski o wypadkach komunikacyjnych, spowodowanych przez pojazdy Armii Radzieckiej, w których zginąć mieli cywile. Gdzieniegdzie chłopcy obrzucali wojskowe kolumny zgniłymi jabłkami, zdarzało się, że Sowietom wygrażano i złorzeczono. Na skrzyżowaniu dróg w Sieradzu przejeżdżających Rosjan witały okrzyki „Niech żyje Gomułka”. Jak zwykle, zaczęto wykupywać podstawowe artykuły żywnościowe. Wieści o ruchach wojsk sowieckich w okolicach miasta przynieśli do stolicy regionu robotnicy dojeżdżający do pracy. Władze administracyjne i partyjne, a nawet zwykle dobrze zorientowana policja polityczna nie miały pojęcia, jakie są zamiary „sojuszników”. Z dokumentów wynika, że aparat partyjny i bezpiekę sparaliżował strach. Bali się zarówno wojsk sowieckich, które – jak przypuszczano – wejdą do Łodzi, jak i własnego społeczeństwa, które przeżywało eksplozję aktywności. Bliski paniki pierwszy sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Łodzi, Jerzy Pryma prosił Komitet Centralny o podjęcie działań zmierzających do szybkiego wycofania wojsk sowieckich. Szefowa Komitetu Łódzkiego PZPR Michalina Tatarkówna-Majkowska interweniowała w dowództwie Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Warszawie, ostrzegając, że wejście wojsk sowieckich do Łodzi może przynieść
     
25%
pozostało do przeczytania: 75%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze