Równiejsze zwierzęta

Poprzednie miesięczniki

Popatrzmy, jak wiele, różnie motywowanych środowisk jest tu zaangażowanych: ci, podług których Ameryka jest rządzona przez Żydów, ci nadmiernie a bezkrytycznie rozkochani w Unii, która ma być dla nas alternatywą wobec USA we wszystkich wymiarach, ci – zerkający na Wschód, ci – dotknięci chorobą fundamentalistycznego antyamerykanizmu, stanowiącego współczesną odmianę antysemityzmu. Lewica, która powróciła do swego tradycyjnego nastawienia. Wreszcie ci, którzy chcą płynąć z prądem, a wiadomo, jaki stosunek do Ameryki winien dziś cechować każdego rozumnego Europejczyka. Wszystkim zaś chodzi o to, aby Polacy, w przyśpieszonym tempie, porzucili resztki zawsze cechującego ich sentymentu do Ameryki i dostosowali się do obowiązującej mody. Zawsze byłem bezwstydnie proamerykański (krytykując jednocześnie wielu przywódców i wiele działań USA). Obawiam się, że sentymentu tego na giscardowski nigdy już nie podmienię. Nie posłucham Josepha Borrela z UE czy też bezkrytycznego euroentuzjasty Jędrzeja Bieleckiego z „Rzeczpospolitej”. I tylu innych: od hiszpańskiego „El Pais” poprzez Zdzisława Najdera aż po LPR i Leppera. Ani nawet największych wrogów Ameryki, jak talibowie, Hugo Chavez i Republika Francuska. Od dawna uważałem, że jednoczesne członkostwo w Unii i NATO, chęć odgrywania ważnej roli w Europie, a zarazem utrzymywania bliskich stosunków transatlantyckich będzie przypominało balansowanie na linie. I wbrew tym, którzy chcą to balansowanie zakłócić, myślę, że jak dotąd nieźle nam
     
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze