Günter Grass – pamiętnik cebuli

Poprzednie miesięczniki

Między tym, co niemieccy publicyści, wybitni pisarze i część polityków mówi o Grassie a opiniami z naszej strony jest ogromna różnica. Myślę, że wielu niemieckich kolegów zastanawia się, jak to możliwe, że dla Polaków przynależność do zbrodniczej formacji hitlerowskiej nie jest problemem, a dla Niemców jest. Przecież to Polacy byli ofiarami, a Niemcy sprawcami. Czy należy składać to niebywale głupie i bezmyślne zachowanie gdańskich polityków i tamtejszych pisarzy na karb walki wyborczej? Czy możliwe jest wykorzystywanie jakiejś niemieckiej afery do zwalczania politycznego wroga we własnym kraju, ryzykując najgorsze skojarzenia i podejrzenia? Miałam okazję uczestniczyć w audycji radia publicznego poświęconej m.in. rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej. To było w nocy z 31 sierpnia na 1 września. Mimo późnej pory, licznie zgłaszali się słuchacze, opowiadając o swoich przeżyciach z pierwszych godzin wojny. Było to wzruszające i wstrząsające. I tylko jeden słuchacz próbował usprawiedliwić obronę Grassa przez prezydenta Gdańska. Rodzi się podejrzenie, że powodem, dla którego polskie media – na szczęście nie wszystkie – tak gorąco broniły Grassa, jest kompleks prowincjonalizmu. Otóż sam fakt, że Grass napisał książkę o Gdańsku, a na dodatek dostał za nią Nobla, jest tak wielkim zaszczytem dla Polaków, że usprawiedliwiają jego wszystkie łajdactwa, spośród których największym jest hipokryzja. Nagle okazało się, że autor Blaszanego bębenka jest ważniejszy od patriotyzmu, pamięci
     
17%
pozostało do przeczytania: 83%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze