Szkoła przetrwania

Poprzednie miesięczniki

Zgromadzonych zaskoczyła nowa formuła programu. Zamiast salonowych dywagacji w plenerze miała to być prawdziwa szkoła przetrwania. Po paru żartach na temat umiejętności przetrwania przez panią Ninę wszystkich prezesów (od Sokorskiego do Wildsteina) każdy zaczął gadać o swoich dotychczasowych sukcesach w tej dziedzinie. Pan Józef omówił dotychczasowe dziesięcioletnie boje z sądem lustracyjnym, kończąc skromnym stwierdzeniem – „Dłużej socliberała niż trybunała!”. Pan Andrzej, pokryty nową warstwą samoopalacza, pokazał wszystkie wyroki, z których polecił uszyć sobie podpinkę, a pani Zyta stwierdziła skromnie: – Ja się nie chwalę, ale zaliczyłam z sukcesem ścieżkę przeszkód na sto gazet, trzech ubeków i jedną sędzię z układu. Na to pan Bronisław jedynie westchnął nad ogólnym upadkiem wszystkiego i pogrążył się w wyliczeniach, ile wyniosą go zaległe składki od chwili wyjścia z PZPR do chwili wejścia w szeregi nowej formacji lewicy. Podobno zresztą łaskawie zamierzano umorzyć mu odsetki. Pani Hania za to wdała się w teoretyzowanie: – Wydaje mi się, że trudno mówić o jakimś jednym kursie przetrwania, przecież przed każdą partią piętrzą się inne progi trudne do przekroczenia. Dla planktonu jest to próg wyborczy... – A dla Platformy bariera strachu i obrzydzenia – przerwała Zyta. – Jakiego strachu? – Strachu przed sojuszem z lewicą i obrzydzenia przed aliansem z Samoobroną. – Chamstwo, chamstwo, chamstwo! – wykrzyknął pan Andrzej. – Spotkałem się z Donaldem pięć razy tajnie i sześć
     
26%
pozostało do przeczytania: 74%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze